Francja

Hiszpania

Inne kraje podróży





Strona opowiadania 4/4

Spacerujemy wzdłuż głównej ulicy przy wybrzeżu Sousse, pełno naganiaczy zachęcających do swoich knajpek, trzeba gdzieś zdecydować się usiąść. Niestety nachalność miejscowych arabów jest tak duża, że albo pozostawało nam oglądać menu wystawione przed knajpką i przyjąć zaproszenie albo poświęcić tylko około 3-5 sekund na jego pobieżne zobaczenie i iść dalej, tak aby nie wdawać się w dyskusję. Oczywiście jest to tylko dyskusja, z której w efekcie nie wypada nie przyjąć zaproszenia, nikt na siłę nas do restauracji nie zaciągnie. Spodobało nam się pobieżnie jedno z menu wystawione przed wejściem do budynku oznaczonego "Tunisiana", które było w języku arabskim, angielskim, niemieckim i rosyjskim, jak zazwyczaj wszelkie inne, kelner zachęcał nas do wstąpienia, wyjaśnia, że posiadają elegancki taras z widokiem na morze. Przyjmujemy je.

 

Dywany w Tunezji


Idąc na taras trzeba przemierzyć galerię arabskich sklepów, wśród których gra arabska muzyka. Wybieramy sobie stolik, inny już kelner nas zaprasza. Przeglądając menu, kelner przynosi nam żywą rybę i zachęca do jej spożycia. Nie wiem co to za ryba, ale decydujemy się na nią oraz na schłodzoną wodę. Wodę otrzymaliśmy w plastikowej półtoralitrowej schłodzonej butelce. Kelner od razu rozlał ją nam do szklanek. Siedząc na wprost do Morza Śródziemnego wznieśliśmy nią toast za przylot do Tunezji.

Czekając jeszcze chwilę otrzymaliśmy bagietkę oraz zestaw czterech małych miseczek, który to zestaw towarzyszył nam w większości wizyt we wszelkich knajpkach. W jednej z nich była harissa, bardzo ostry sos, a w drugiej oliwki, które ponoć miały neutralizować uczucie "zapalenia" przełyku z powodu ostrej harissy. Takie antilotum. Rzeczywiście się sprawdzało, jednakże jadłem tylko harissę, gdyż mi oliwki osobiście nie smakowały. Rybę otrzymaliśmy odpowiednio udekorowaną wśród warzyw. Niestety oboje jej do końca nie zjedliśmy z uwagi na charakterystyczny tunezyjski smak. Często w przypadkach, gdy coś zamówione w restauracji mi nie smakowało to dodawałem harissę i wtedy było zjadliwe. Poza tym, że w takiej restauracji byli goście europejscy, zdarzali się także bogatsi Tunezyjczycy, którzy przypuszczam, że nie byli miejscowi, a przyjechali na wypoczynek do Sousse. Obok nas siedziała para, około 35-ciu lat, mężczyzna z kobietą w tunezyjskim stroju od stup do głowy. To co przykuło naszą uwagę u tej kobiety to charakterystyczne dłonie, na pierwszy rzut oka wyglądające jak chore, ale tak naprawdę w charakterystyczny sposób ozdobione. Były one ozdobione henną, wyglądające jakby zamoczone na płask do połowy w glinie. Okazało się, że więcej kobiet ma takie ręce. Taka inna niż europejska, tylko arabska moda. Odchodząc zostawiliśmy do równej sumy napiwek, wtedy ponad 2 TND, dało odczuć się zadowolenie kelnera z tego powodu.

 

Palmy w Tunezji


Przechodząc przez ulicę oddaloną w niewielkiej odległości od plaży zapoznaliśmy się z tunezyjską mentalnością jazdy samochodem. Kraj ten charakteryzuje to, że miejscowi kierowcy raczej nie spotkali się, nie wiedzą czym jest komunikacja świetlna. Na Tunezyjskiej szosie, ulicy pędzi się jak najszybciej jest to możliwe, ciągle słychać dźwięki klaksonu. Jak zauważyliśmy używa się ich w tym kraju wręcz zamiast kierunkowskazu. Nie po to, żeby inny kierowca ustąpił lecz po to, żeby poinformować tego obok, że będzie się zajmowało jego pas. Ciekawostką na tunezyjskiej ulicy jest również to, że w niektórych miejscach samochody mogą zajmować dwa pasy, 50-siąt metrów dalej trzy, następne 20-metrów aż cztery pasy, następnie dalej znów tylko dwa pasy. Ku naszemu zdziwieniu stanięcie na pasach i dłuższe oczekiwanie nie przynosiło efektów. Wejście kawałek dalej również, nikt się nie zatrzymał, nie ustąpił. Trzeba niestety wejść na pasy i iść lub biec, wtedy na ostatnią chwilę auta zatrzymują się, przy czym kierowcy się nie denerwują. W Polsce za takie wyjście na pasy bylibyśmy jako piesi czasem zlinczowani odpowiednim zlepkiem słów przez kierowców, w Tunezji jest to zwyczajne zachowanie. Teoretycznie są te same przepisy co w Polsce, praktyka i kultura jazdy zupełnie inna. Niektórzy powiedzieliby zapewne, że brak kultury. To raczej nie jej brak, a po prostu inna mentalność. Wiemy już dlaczego Polacy raczej nie korzystają z usług tunezyjskich wypożyczalni samochodów.

 

Opowieść będzie kontynuowana jeśli pojawi się zainteresowanie. Chęć proszę wyrażać na: przemo A@T centrumodpowiedzi.pl